niedziela, 26 marca 2017

Pokolenie IKEA. Kobiety, Piotr C.

Mam wrażenie, że była mądrzejsza niż pierwsza część. Bardziej... dająca do myślenia. I z morałem.
Treść "kręciła się" wokół kobiet - zgodnie z tytułem. Bywało wulgarnie, ale nie tak jak w pierwszej części. Powiedziałabym, że wulgarność mieściła się w normie. :)

Sens książki pozostał niezmieniony: Praca. Seks. Klub. I tak w kółko. I już nie będę pisała, że moim zdaniem nie odzwierciedla to rzeczywistości w skali 1:1. Może nawet trochę uwierzyłam, że w niektórych kręgach może tak być. No cóż... 
Witamy w świecie korporacji. Dacie radę?

niedziela, 19 marca 2017

Pokolenie IKEA, Piotr C.

O istnieniu książki słyszałam od dawna. Opinie o niej też. Nie były zbyt pozytywne więc ociągałam się z jej przeczytaniem. Ale teraz, kiedy wiem skąd to zbulwersowanie u części Czytelników muszę przyznać, że nie bolało tak bardzo. :)
"Szczera spowiedź trzydziestokilkulatka - pracownika jednej ze szklanych warszawskich korporacji" - tak czytamy na okładce książki. Co ja na to? Jeśli to jest prawda, to to była bardzo szczera spowiedź. Ja podeszłam do książki z przymrużeniem oka. Nie chce mi się wierzyć, żebyście, panowie, tak się zachowywali. Żeby takie zachowanie było czymś codziennym. A może ja za mało jeszcze o życiu wiem i mało żyję w korporacyjno-klubowym świecie? Sama nie wiem...
Cóż o książce? Chyba niewiele mam do powiedzenia. Było wulgarnie - bardzo. Więc jeśli kogoś nie bawią przekleństwa i zachowanie... no właśnie - wulgarne - to na pewno będzie w grupie przeciwników książki i nie polecam tym osobom jej przeczytania. Jeśli zaś poczucie humoru nie jest zbyt pruderyjne i grzeczne, czemu nie? Czasem dobrze jest przeczytać coś mniej ambitnego a bardziej głupiego. I trochę o niczym - chociaż podobno to o życiu współczesnego młodego mężczyzny więc sformułowanie "o niczym" nie jest tu najtrafniejsze, ale jak przeczytacie to zrozumiecie.
Jak to podsumować? Zaczynam czytać "Pokolenie IKEA. Kobiety." więc nie czytało mi się źle. :)

niedziela, 12 marca 2017

Słyszę Cię, Irene Cao

Druga część trylogii. Inna niż pierwsza, co nie oznacza, że gorsza. Inność polega na nowych emocjach. Na rozdarciu pomiędzy dwoma mężczyznami - pomiędzy miłością a namiętnością. To rzeczywiście jest istotą tej części, ale nie sposób się przy tym nudzić. Autorka postarała się o namiętne sceny - no, w końcu taka kategoria książki - ale też wytworzyła klimat, który pozostał z pierwszej części. Mam na myśli nie tylko namiętność i intensywność doznań, ale także nastroju i otoczenia. Może to przez Włochy, którymi ja  niezmiennie jestem zauroczona - bardzo możliwe - jednakże już sam Rzym przyprawiał mnie o dreszcze. A to co miało miejsce w tym Wiecznym Mieście to już inna historia...

Przeczytałam głośno to, co napisałam powyżej. Mam wrażenie, że brzmi jak opis taniego harlequina. I nawet jeśli trochę tak jest, to historia zadziała się w Rzymie więc przymrużam na to oko. :)

niedziela, 5 marca 2017

Seks i orzeszki, Alice Clayton

"Nie angażuj się. Związki są dla mięczaków. Nigdy się nie zakochuj..." - o co chodzi? O świetną książkę Alice Clayton!
Jeśli szukasz wzniosłych słów, szekspirowskiego języka, uczuć i stylu jak u Jane Austen w "Dumie i uprzedzenie" to zdecydowanie nie sięgaj po tę książkę! Bo - na całe szczęście - brak tu pompatycznych słów i przesadzonych mądrości. To po prostu dobra komedia romantyczna. Inteligentna. Z dowcipem. Z przystojnym farmerem. Z niezwykłą kucharką. Z dzieckiem? Na pewno z przyjemną treścią. Dokładnie w stylu Alice Clayton. :)
Treść jest prosta. Roxie wyrwała się z rodzinnego miasteczka i aktualnie jest kucharką, spełniającą kulinarne zachcianki gwiazd Hollywood. Wyjazd jej mamy powoduje konieczność powrócenia w rodzinne strony i zajęcie się jej jadłodajnią. Zapowiada się koszmarnie a okaże się bardzo... namiętnie. Wszystko za sprawą Leo - farmera, który - choć na zainteresowanie kobiet nie może narzekać - nie chodzi na randki. Tego lata wszystko się zmieni...
Oczekiwałam dobrej rozrywki, którą dostałam. Od pierwszej strony wiedziałam, że ta pozycja przerwie moją złą passę w dobrze książek.

sobota, 18 lutego 2017

Mama odeszła, Joyce Carol Oates

Autorka podobna jest znana. Podobno Jej książki są dobre. No właśnie. Podobno...
Nikki, bo to jej oczami poznajemy serię zdarzeń, jest córką Gwen Eaton - kobiety skromnej i dobrej. Kobiety, która została zamordowana we własnym domu.
Sama Nikki jest już dorosłą osobą, wciąż buntowniczą i szybko emocjonującą się. Jest więc przeciwieństwem swojej poukładanej siostry, mającej już własną rodzinę. I choć życie młodszej z sióstr nie podobało się bliskim nie zmieniło to jej postępowania. Sama musiała dojrzeć, zrozumieć co jest dla niej ważne. Cały czas jednak pozostawała sobą - szczerą i inteligentną - wzbudzając sympatię w innych, czego nie można powiedzieć o jej siostrze Clare.
Nie zagłębiam się w szczegóły, ponieważ - choć niewątpliwie książka ma pewne wartości do przekazania - mi się nie podobała. Czytałam ją długo i z czasem niechętnie. Liczyłam na wzruszenie, którego nie było. Liczyłam na coś więcej - przeliczyłam się.

sobota, 4 lutego 2017

Potęga podświadomości, Joseph Murphy

Byłam ciekawa tej książki z powodu wielu dobrych, bardzo pozytywnych opinii. Chciałam sprawdzić fenomen poradnika, który pomógł tylu ludziom na całym świecie. Moje oczekiwania do książki były ogromne a szybko okazało się, że entuzjazm był całkowicie niewłaściwy. Dlaczego? Książka ma niecałe 300 stron a wszystko można sprowadzić do jednej prostej prawdy: myśl pozytywnie, wierz w swoje możliwości a uda ci się osiągnąć wszystko, czego zapragniesz. Tylko, że czytając to jedno zdanie nikt się nie zmęczy a przebrnąć przez całą książkę - dla mnie to był wyczyn, którego nie udało mi się w pełni osiągnąć. Po przeczytaniu zdania o dziewczynce, "która cierpiała na zapalenie gardła i męczący kaszel. Raz po raz oznajmiała z wielkim przekonaniem: "Już mi przechodzi. Już mi przechodzi." I faktycznie, po upływie godziny dolegliwości zniknęły." - stwierdziłam, że nie dam rady. Omijałam mnóstwo stron, docierając wreszcie do ostatniej, nie żałując, że coś mnie ominęło.
Z całym szacunkiem, dla mnie to stek bzdur, pośród których - przyznaję - znalazło się kilka wartościowych (i oczywistych) prawd. Jednakże biorąc pod uwagę sukces książki i fakt, że pomogła wielu Czytelnikom, przyznaję szacunek Autorowi oraz uznaję to za jedyną jej zaletę - bo choćby pomogła jednej osobie to warto było ją napisać - w tym przypadku więc zdecydowanie było warto.
Nie jestem w stanie jej polecić, ale jeśli chcecie?

sobota, 28 stycznia 2017

Widzę Cię, Irene Cao

Chciałam tę książkę przeczytać ze względu na włoski klimat. Pomyślałam, że to będzie duża dawka emocji. I rzeczywiście była.
Elena jest 29-letnią kobietą. Dojrzałą, spokojną, powiedziałabym... eteryczną. Jej życiem - pasją - jest sztuka. Obecnie zajmuje się restauracją fresku w Wenecji. Kiedy spotyka swojego przyjaciela - Filippo - wracają uczucia, jakie zawsze przy nim czuła. Dla niego Elena też nie jest obojętna. I chociaż wydaje się, że tych dwoje mogłoby stworzyć razem udany związek, w życiu kobiety pojawia się Leonardo. Wyzwala w niej emocje, jakich nigdy wcześniej nie doznała. Emocje, o których nawet nie miała pojęcia, że w niej są. Między tą dwójką rodzi się namiętność, którą odczuwa nawet czytelnik.
Ja już wiem jak zakończyła się ta część. Wiem, z kim została Elena. To jednak nie koniec historii. Jestem ciekawa, co Autorka przygotowała dla nas w kolejnych częściach...