Ostatnio napisałam, że więcej nie przeczytam książki Nicholasa Sparksa. Czy żałuję, że zmieniłam zdanie? O tym niedługo.
Maria to młoda prawniczka, którą poznajemy w czasie jej powrotu do rodzinnego miasta oraz poznania Colina, który pozornie wydaje się nie pasować do poukładanej, grzecznej kobiety a jednak szybko okazuje się, że stanowią zgraną parę. Colin jest przystojnym, silnym mężczyzną, który ma mroczną przeszłość. Choć nie jest z niej zadowolony, nie ukrywa niczego przed Marią i stara się zapracować na lepszą przyszłość - zarówno z ukochaną, jak i dla samego siebie, dlatego studiuje i ma nadzieję na zawód nauczyciela.
Wszystko układa się dobrze do czasu zagrożenia życia Marii i jej bliskich. Ktoś burzy spokój dziewczyny, zaczynając ją prześladować. Jak poradzą sobie z obecną sytuacją Maria i jej rodzina? Czy Colin, broniąc ukochanej, nie utraci możliwości wykonywania zawodu, do którego dąży?
Choć książka zawiera wątek kryminalny, dla mnie i tak dominuje nostalgia i romantyzm. I... to dobrze, bo taki jest Sparks.
Nawet mnie dziwi ta pozytywna opinia, ale to prawda. Książka była dobra. Chociaż nie sprawiła, że zaufam w każdą Jego kolejną powieść, ale niewątpliwie dam jej szansę i sprawdzę, czy Autor podtrzymuje poziom i styl jaki zaprezentował w "Spójrz na mnie".
Ależ to było przyjemne. Włoskie klimaty to moje klimaty więc pewnie nie jestem obiektywna, ale książka przeniosła mnie w lepszy świat. Dlaczego lepszy? Bo wydaje mi się on prostszy i taki... oczywisty, konkretny. Emocje nie są skrywane, każdy głośno (!) mówi co chce i jak chce.
Zazdroszczę Autorowi przygód, jakich doznał we Włoszech. Zazdroszczę każdej wypitej doskonałej kawy. Zazdroszczę widoków i głośnych rozmów w tym soczystym języku, jakie go otaczały.
A sama treść książki? Jest odprężająca nie tylko dla wielbicieli Włoch, ale dla każdego, kto szuka w książce wytchnienia, spokoju i uśmiechu. A wstawki włoskich wyrazów i zwrotów - czytając wyobrażałam sobie ich rzeczywiste brzmienie i niekiedy udawało mi się zatracić we włoskim świecie. To było znakomite!
Jestem zawiedziona. Pierwszą część czytało się szybko i przyjemnie. Czasem na twarzy pojawiał się uśmiech, niekiedy rozbawienie - po prostu pozytywnie oddziaływała na Czytelnika. W Efekcie Rosie już tak dobrze nie było...
Don - jak już wiemy - jest naukowcem ze zdiagnozowanym zespołem Aspergera, co jest powodem jego inności. Nie odczuwa tak emocji jak wszyscy ludzie. Dla niego - raczej - brak jest odcieni szarości. Raczej, ponieważ stale uczy się je dostrzegać.
W poprzedniej części udało mu się zakochać i stworzyć związek z Rosie. Teraz żona Dona jest w ciąży. Dziecko odmienia życie każdego a co dopiero wciąż nieprzystosowanego do odczuwania uczuć, do szybkiego reagowania na niespodziewane zdarzenia mężczyzny. Dla Dona nie jest to łatwe. Ale i Rosie zaczyna widzieć w tym problem...
Czy było zabawnie? Raczej nie. Było przewidywalnie. Czasem sympatycznie, ale przede wszystkim za długo i za męcząco. Niestety.
To była dziwna książka. Wiedziałam, że ma pozytywne opinie, ale początkowo nie zrobiła na mnie wrażenia. Nie byłam do niej przekonana. Mam wrażenie, że potrzebowałam czasu, żeby zrozumieć humor. I wtedy, podobnie jak inni Czytelnicy, śmiałam się i dobrze bawiłam czytając powieść.
Projekt "Rosie" to pierwotnie projekt "Żona", czyli przygotowanie przez Dona kwestionariusza, na podstawie którego znajdzie kobietę swojego życia. Odpowiedzi kandydatek przechodzą bardzo rygorystyczną selekcję.
Projekt "Żona" zamienia się w projekt "Ojciec", który polega na pomocy w odnalezieniu biologicznego ojca Rosie. Może nie dosłownie zamienia, ale pojawia się obok i całkowicie pochłania bohatera. Jest to spowodowane poznaniem Rosie, czyli dziewczyny absolutnie nie spełniającej założonych kryteriów, ale jednocześnie wzbudzającą sympatię. Sympatię Dona!
I wreszcie Projekt "Rosie", czyli projekt łączący dwa poprzednie. Projekt który trwał przez cały czas. To poznanie i zakochanie się w Rosie.
Mówią, że to typowy przykład feel-good book. I rzeczywiście tak jest.
Podobno "nikt tak nie umie pisać o uczuciach jak Taylor Jenkins Reid"... Rzeczywiście jest w tym dobra.
Opisana historia jest niesamowita, ale też trudna. Emma po śmierci męża przechodzi przez kolejne etapy żałoby. Etapy, które są bardzo oczywiste i zrozumiałe. Początkowo nie może pogodzić się ze śmiercią ukochanego i sama siebie przekonuje, że być może Jesse żyje. Kiedy w końcu dociera do niej strata, po pewnym czasie powoli zaczyna żyć na nowo. Pozwala sobie na uśmiech, krótkie chwile radości a wreszcie nawet na miłość.
Pewnego dnia dzwoni telefon. Telefon, który ponownie odmienia jej życie. Dzwoni Jesse.
Książka jest bardzo uczuciowa. Czytelnik wtapia się w historię, przeżywa uczucia i sam zastanawia się, co by zrobił na miejscu bohaterki. I chociaż koniec nie był tak oczywisty, nie zaskoczył mnie. Spodziewałam się takiego wyboru.
Ostatnie książki, jakie czytałam, nawet jeśli były dobre, to nie pozostały we mnie na długo. Chcąc przeżyć książkę, poznając jej treść i zachowując pewne wartości dla siebie, wiedziałam po czyją książkę muszę sięgnąć.
Ta historia jest niesamowita! I jak się okazuje, nie tak niemożliwa...
Tom jest młodym pisarzem, który po rozstaniu z narzeczoną popada w depresję. Zdążył napisać dwie powieści, które odniosły ogromny sukces, ale trzeci tom, przez załamanie autora, może nigdy nie powstać. Dzieje się jednak coś nieprawdopodobnego. W mieszkaniu pisarza pojawia się Billy - bohaterka jego książki. Proponuje mu układ - dziewczyna pomoże mu odzyskać Aurore, a Tom napiszę trzecią książkę. Nie przewidzieli jednak jednego - uczucia, które ich połączy.
Skomentuję tę książkę bardzo prosto: to była magia. MAGIA.
To był dobry erotyk. Może nie wzbudził we mnie tak silnych i skrajnych emocji, jak mogłabym oczekiwać po poprzednich częściach, ale... utrzymał poziom.
Ruby jest młodą stażystką - inteligentną, ambitną i zakochaną w Niall'u - szefie planowania w firmie, w której razem pracują. Mężczyzna jest całkowicie nieświadomy nie tylko jej uczuć, ale także obecności dziewczyny. Jest skryty, trudno do niego dotrzeć. Dopiero wspólny wyjazd służbowy zbliża do siebie tych dwoje. I choć są tak różni, ich osobowości i sposób bycia w żaden sposób się nie łączą, to powstaje między nimi więź, która przezwycięża pozorne niedopasowanie. Aby jednak skomplikować tę historię, kiedy już jest dobrze, pojawia się była żona Portia, problem z pracą i bezpośrednim przełożonym Ruby - Tony'm i utrata wszystkiego, na co młoda dziewczyna tak ciężko pracowała.
Choć, moim zdaniem, Piękny Drań był najlepszą (pierwszą) książką z serii, uważam, że czwarta część obroniła się i warto po nią sięgnąć.