Przeoczyłam pierwszą część i poznałam bohaterów dopiero w "Niegrzecznej przyjaźni". Ale od razu dałam się pochłonąć treści! Grace - główną bohaterkę - rzeczywiście można porównać do Bridget Jones, co tylko dodaje korzyści książce.
Treść jest banalna, ale mamy lato i nie ma nic lepszego niż relaks przy lekkiej - nieco kiczowatej, ale z inteligentnym dowcipem - książce.
Grace i Jack są parą, ale ich miłość jest poddana próbie przez tysiące kilometrów ich dzielące. Brytyjczyk czeka na premierę filmu, dzięki któremu stanie się niezaprzeczalną Gwiazdą Hollywood. Grace natomiast spełnia się grając w nowojorskim musicalu. Spotykają się, kiedy tylko czas im na to pozwala - czyli bardzo rzadko. Pojawia się tęsknota, trochę zazdrości i dużo namiętności przy wspólnych chwilach.
Pojawia się też Michael - czyli dawny przyjaciel Rudej...
Ponieważ spodobała mi się ta historia, jestem już w trakcie czytania pierwszej części - chętnie odkrywam początek Namiętnej gry bohaterów. :)
Już więcej nie kupię Jego książki. To była nudna i długa historia - niestety.
I ponieważ po takim wstępie pewnie nikt nie będzie zainteresowany treścią - przedstawię ją bardzo krótko.
Gabby ma chłopaka, z którym ma nadzieję stworzyć rodzinę. Travis jest jej sąsiadem, singlem, który szybko zakochał się w kobiecie. Udało się im stworzyć rodzinę - pobrali się i mają dwie wspaniałe córki. Cudowne życie przerywa wypadek, który jest poważny w skutkach dla Gabby. Czy przeżyje? Jak zachowa się Travis w nowej, trudnej i bolesnej, sytuacji?
Każdy zna odpowiedzi na powyższe pytania - to w końcu książka Nicholasa Sparksa więc zaskoczenia nie będzie.
Wydaje mi się, że książka może się spodobać tylko oddanym wielbicielom Autora, reszcie nie polecam.
Rzadko sięgam po kryminały. I chyba powinnam to zmienić.
Jestem bezpośrednio po lekturze "Raz na zawsze" i jestem pod dużym wrażeniem. Bo to było dobre. Nie chcę używać wielu epitetów, bo książka - w moim mniemaniu - była konkretna i tak też chcę ją zrecenzować.
Opisy - czasem być może długie - ale nigdy nie męczące. Przedstawienie Aaron - kobiety niewidomej a tak niezwykłej w swej osobowości - wielki szacunek dla Autora za możliwość wczucia się w jej sytuację (mam wrażenie, że momentami zapominałam, że czytam wymyśloną historię!).
A treść? Aaron pracuje w jednostce specjalnej. Jedna z akcji okazała się być nieudaną również dla niej - prywatnie, ponieważ straciła w niej wzrok.
Po kilku latach seryjny morderca, którego dawniej aresztowała ponownie staje się niebezpieczny. I wybiera ją sobie jako jedyną, z którą chce rozmawiać...
Ponieważ zwykle wybieram lekkie romanse, to kto wie, może ominęłabym tę książkę na księgarnianej półce? A to byłby duży błąd. Dlatego dziękuję Wydawnictwu Otwarte za udostępnienie mi egzemplarza recenzyjnego.
Kolejny raz: rewelacja! To już się powoli staje nudne... Ale taką nudę przyjmuję z zachwytem. :)
Adwokat - Nathan Del Amico - chcąc udowodnić sobie oraz wszystkim dookoła (a przede wszystkim ukochanej kobiecie), że jest najlepszy w tym co robi, oraz że poprzez ciężką pracę zasługuje na szacunek i uznanie w społeczeństwie, całkowicie zatraca się w pracy. Osiągając wysoką pozycję, nie staje się wyniosły i nie ukrywa trudnych czasów dzieciństwa. Jego mamą była uboga kobieta, która pracowała jako sprzątaczka u Wexler'ów. To wówczas poznał Mallory - przyszłą żonę i matkę swojego dziecka.
Wydawałoby się, że Nathan jako dorosły mężczyzna osiągnął pełnię szczęścia - jest szanowanym adwokatem, mężem i kochającym ojcem. Piękny świat nie trwa niestety wiecznie. Mallory odchodzi od niego - ma dosyć jego braku czasu i absolutnego poświęcenia pracy (to taka... półprawda, ale nie chcę zdradzać wszystkiego).
Życie Nathana ponownie ulega zmianie po spotkaniu Garrett'a Goodrich'a. Ten mężczyzna ma niezwykłą moc, która polega na dostrzeganiu poświaty wokół ludzi, którzy niedługo mają umrzeć. Świadomość możliwej bliskiej śmierci zmienia myślenie Del Amico.
Czy jednak Nathan umrze? Czy coś grozi jego bliskim? Jak zakończy się ta historia? To trzeba przeczytać.
Trzecia książka Guillaume Musso za mną i wciąż chcę więcej!
Autorka znana z serii "Zaplątani" powraca z nową powieścią! I jakie są moje wrażenia?
Powściągliwie pozytywne. ;-) Historia Stantona jest dość... specyficzna. Przynajmniej układ z Jenny - swoją licealną miłością - taki jest. Jako młodzi ludzie zostają rodzicami, ale oboje decydują, że Stanton wyjedzie z rodzinnego miasteczka i dalej będzie się uczył. Pozwalają sobie na "otwarty związek". To trudne, ale udaje im się w tym trwać przez dłuższy czas. Stanton wiąże się w tym czasie z Sofią - też prawnikiem - ale otwarcie mówi o zasadach i uczuciach jakie żywi do Jenny - matki swojego dziecka.
Pewnego dnia dostaje zaproszenie na ślub swojej prawdziwej, największej (jak wciąż uważa) miłości i jego świat się rozpada. Czy jednak na pewno? A może okaże się to dobrą zmianą dla wszystkich?
Czyta się bardzo przyjemnie, bo lekko, z dowcipem a przy tym - na szczęście - inteligentnie. Czyli jest tak samo dobrze, jak przy poprzednich książkach Autorki.
Nie wiedziałam, że szykuje się premiera nowej książki tego Wielkiego Autora więc kiedy zobaczyłam w księgarni Jego najnowsze dzieło byłam pozytywne zaskoczona. Naprawdę z uśmiechem szłam do kasy i jeszcze tego samego dnia zaczęłam czytać.
Tylko ty okazało się niestety... nie tak dobre jakbym chciała. Historia jest zbyt prosta i bardziej nadaje się na opowiadanie niż książkę. Nicco przyjeżdża do Polski (razem ze swoim przyjacielem Grubym), żeby odnaleźć swoją miłość - Anię. Oczywiście spotykają ich pewne problemy - już na samym początku okazuje się, że wskazany adres jest błędny, ale... to nic. Bo z przeznaczeniem nie wygrasz. I w tym przypadku to dobrze. :)
Z resztą nie tylko Nicco odnalazł w Polsce swoje szczęście - do Grubego los także się uśmiechnął. Spotkanie Klaudii było - wydaje się - momentem przełomowym w życiu młodego Włocha.
Chciałabym móc napisać, że książka mnie urzekła, że Federico Moccia kolejny raz napisał powieść, która pochłonęła mnie bez reszty. Żałuję, ale było inaczej, a przedstawiona opowieść jest mi zupełnie... obojętna.
Nie, to nie pomyłka. Wiem, że jest już recenzja tej powieści na moim blogu. Ale to bardzo ważna dla mnie książka dlatego chcę do niej powrócić.
Nie raz pisałam, że uwielbiam Włochy i kiedyś na pewno tam polecę. Jeszcze nie jest na to czas w moim życiu, ale wciąż o nich marzę. I nawet nie myślę o otoczeniu i krajobrazie (chociaż ten nie jest mi obojętny). Przede wszystkim marzę o zatraceniu się we włoskiej kulturze, tym specyficznym klimacie, który tam jest naturalny. Mam wrażenie, że to zupełnie inna przestrzeń. Taka... lepsza, żywsza, dodająca energii i chęci do wszystkiego!
A ponieważ to piękne miejsce jeszcze pozostaje w sferze marzeń, pozostają mi moje ulubione książki. A "Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie" jest - dla mnie - arcydziełem. Na pewno nie literackim, ale jestem do niej mocno przywiązana. Polubiłam bohaterów, którzy są tak otwarci, tak pozytywni, tak... inni. Tak oni, jak cała historia, którą tworzą pozwala mi odetchnąć. Uspokoić się, ale nie w znaczeniu wyciszyć - uspokoić się i działać. I chociaż mam inne aspiracje niż ci ludzie to i tak czuję z nimi jakąś więź... (dobrze wiem, że to jedynie bohaterowie książki, nie myślcie, że zwariowałam ;-) ).
I do tego wszystkiego piosenka, tak ważna dla głównych bohaterów. She's The One. Robbie Williams. Mój ulubiony artysta. Chyba nic tu nie muszę dodawać.
W tej książce odnajduję wszystko, co dla mnie ważne.
Właśnie skończyłam ją czytać po raz piąty. Główną bohaterką wciąż jest osiemnastolatka (byłam w jej wieku, kiedy czytałam książkę po raz pierwszy), teraz coraz dalej od niej odskakuję. Ale to mi w niczym nie przeszkadza.
To... do następnego razu. :)