Wiadomo, że o ile w kryminałach
możemy zgadywać i próbować, w miarę poznawania bohaterów, odkryć, załóżmy, kto
jest mordercą, o tyle w romansach wystarczy przeczytać skrót treści, żeby znać
zakończenie. Ale tu rozrywką jest co innego. To ma być lekkie, przyjemne, a
jeśli do tego wszystkiego jest inteligentne, to czegóż chcieć więcej? I właściwie ci bohaterzy tacy właśnie byli.
Caroline i Simon (czyli Dziewczynka w Różowej Piżamce i Wallbanger – tak, to mnie rozbawiło, przyznaję) są sąsiadami, których poznanie jest dość… intrygujące. Rodząca się między nimi przyjaźń a jednocześnie fascynacja i chemia, która temu towarzyszy, jest przedstawiona – no właśnie – inteligentnie. Może lepiej – z pomysłem i dowcipem. Wątek ich wspólnych przyjaciół, którzy znajdują w sobie – nie od razu właściwie – chęć bycia razem jest fajną odskocznią w poznawaniu bohaterów.
I całość jest naprawdę świetna, bez zarzutu, ale koniec… Miałabym tu pewne zażalenie. Może to tylko kwestia mojego nastroju, bo to w końcu tu ukrywa się ten „pieprzyk” całego romansu, ale dla mnie to było… Za dużo. Tak trochę. ;) Ale książka i tak mi się podobała i pozostawiła przyjemne odczucia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz