Lubię czytać książki. Oczywiście są historie bardziej i mniej ciekawe, wciągające od pierwszej strony i takie, do których trzeba się przekonać, takie, o których będziemy zawsze pamiętać i te, które szybko ulecą z naszej pamięci.
Zadbam o to, żeby Cię nie stracić na pewno zostanie w mojej pamięci. Może nie jej treść sama w sobie, ale aura jaką wytwarza. Diego Galdino ma - moim zdaniem - niesamowitą zdolność stworzenia klimatu nie do powtórzenia. Przy Pierwszej kawie o poranku pisałam o magii i tym razem śmiało mogę to powtórzyć. Lekka historia, która dzieje się we Włoszech, para, której nie da się nie polubić i miłość - tak prosta i naturalna, że wydaje się być bardzo osiągalna.
Diego Galdino - po raz kolejny mogę powiedzieć tylko jedno - dziękuję za piękną miłosną historię z Włochami w tle.
Ta książka jest inna niż wszystkie...
Maddy to młoda dziewczyna, cierpiąca na bardzo rzadką chorobę, która nie pozwala jej wychodzić z domu. Ma alergię na cały świat. Każdy dzień to kontrola jej stanu zdrowia. Każdy dzień, to dzień spędzony w domu. Wszystko się zmienia po wprowadzeniu nowych sąsiadów. Po zobaczeniu przez okno jego - Olly'ego. Miłość sprawi, że będzie chciała zaryzykować swoje zdrowie, swoje życie. Co z tego wyniknie?
Jedno jest pewne. Będziecie zaskoczeni!
Ostatnia już część. Na szczęście, bo nie miałabym ochoty na kolejną tandetną historię. A choć już po wstępie widać, że nie jestem fanką cyklu to dobre słowo też się znajdzie. Ale to za chwilę.
Relu, bo to jego historia, wydaje się być "ponad tym" korporacyjnym światkiem. Wydaje się, że zna mechanizmy funkcjonowania ludzi w nim żyjących. Każdy jednak kryje w sobie jakiś brud. On także.
I chociaż książka nie podobała mi się, treść nie jest ambitna i właściwie nie wywołuje większych emocji (czasem jedynie gorzki śmiech) to... ma pewną wartość. Bo jak tak się zastanowić, żyjemy w czasach, w których są też ludzie, przypominający tych z książki. "Brudni".
I dlatego warto się zatrzymać. Spojrzeć z boku na siebie i swoje życie i potem wrócić z powrotem na właściwą ścieżkę.
Gdyby książka była zła, byłabym podwójnie rozczarowana. W końcu to Federico Moccia, którego książki na długo zostają w pamięci. Na szczęście Autor sprostał zadaniu i napisał przyjemną, lekką historię.
Giovanni to szczęśliwy mąż, ojciec i pisarz. Prowadzi spokojne, dostatnie życie - do czasu wiadomości od nieznajomej kobiety. Luny. On nie wie o niej nic za to ona zna jego życie bardzo dobrze. I wkrada się w nie śmiało - wręcz bezczelnie - flirtując i łamiąc wszelkie zasady. Wreszcie umawiają się na spotkanie...
Może zachwycona nie jestem, chociaż trzeba docenić, że historia nie była tak banalna jak większość książek z tej kategorii. A typowy włoski klimat, który jest wyczuwalny w każdej książce Federica Mocci sprawia, że czytanie jest dodatkowo przyjemniejsze.
Rzeczywiście długo ją czytałam. Ale nie dlatego, że była zła - wtedy bez wahania odłożyłabym ją na półkę. To po prostu nie moja kategoria książek, ale i tak mam pozytywną ocenę.
Metro 2033 opowiada o życiu w moskiewskim metrze po wybuchu wojny atomowej. Miejscu, gdzie oprócz ludzi, którym udało się przeżyć, zamieszkują również czarni - stwory, zagrażające życiu ocalałym. Głównym bohaterem i kluczową postacią książki jest Artem - młody mężczyzna, który ma ważną misję do wykonania. I tak przemierza przez kolejne stacje metra zmierzając się z sytuacjami od zabawnych po niebezpieczne, zagrażające jego życiu (tych drugich jest zdecydowanie więcej). Gdy dociera do Polis - celu wyznaczonej misji, okazuje się, że to nie koniec jego wyprawy i ostatecznego celu. Jego misja sięga wyżej.
Zmęczyło mnie, że tak długo ją czytałam, ale to w dużej mierze przez brak czasu i fakt, że moim zdaniem to bardziej "męska" książka.
Oceniając, fabuła jest ciekawa, inna i co ważne - wcale nie przeszkadzało mi, że to była fantastyka (mimo, że szczerze za nią nie przepadam). Polecam.
Miałam nadzieję rozprawić się ze swoją wewnętrzną jędzą, którą dobrze znają inni. Tą jędzą, która sprawia, że denerwuję ludzi ze swojego otoczenia. Okazało się jednak, że ta jędza jeszcze we mnie pozostanie...
Poradnik ma za zadanie pomóc rozprawić się z tą częścią mnie, która m n i e wyniszcza. Tą, która mnie gnębi i sprawia, że moje samopoczucie znacznie się pogarsza.
Czy pomogło? Czy po przeczytaniu czuję się silniejsza, nie załamuję się porażkami, jestem dla siebie dobra niezależnie od tego czy poniosłam zwycięstwo czy upadek? Może nie w 100%, ale na pewno dała mi do myślenia i coś tam się we mnie zmieniło. A to już coś.
Choć tytuł mnie zmylił i oczekiwałam czegoś innego to nie był zmarnowany czas. Skupiłam się na czymś, co mnie zadręcza, wyniszcza i mam nadzieję, że pomoże mi to w kryzysowych sytuacjach w przyszłości.
Brakowało mi treści. Bo o ile w pierwszej części chodziło o zdobywanie, o tyle tutaj... jak już się pogodzili to nic wielkiego się nie zadziało. Wydaje mi się też, że książka była za grzeczna - jak na erotyk oczywiście. Ale może ja się czepiam, bo za dużo ich ostatnio przeczytałam?
Rachel jest zakochana w Malcolmie. Malcolm - uwielbiany przez wszystkie kobiety - nagle zmienia styl życia dla tej jednej (czyli nic nowego...). I tak czytamy jak ona go uwielbia, jak on ją ubóstwia, jak oni się kochają. Zabrzmiało nudno, bo też trochę tak było. I tylko namiętne sceny lekko unosiły tę książkę do góry. Bo poza nimi, niczego w niej nie było.