sobota, 21 maja 2016

Tylko Ty, Federico Moccia

Nie wiedziałam, że szykuje się premiera nowej książki tego Wielkiego Autora więc kiedy zobaczyłam w księgarni Jego najnowsze dzieło byłam pozytywne zaskoczona. Naprawdę z uśmiechem szłam do kasy i jeszcze tego samego dnia zaczęłam czytać.
Tylko ty okazało się niestety... nie tak dobre jakbym chciała. Historia jest zbyt prosta i bardziej nadaje się na opowiadanie niż książkę. Nicco przyjeżdża do Polski (razem ze swoim przyjacielem Grubym), żeby odnaleźć swoją miłość - Anię. Oczywiście spotykają ich pewne problemy - już na samym początku okazuje się, że wskazany adres jest błędny, ale... to nic. Bo z przeznaczeniem nie wygrasz. I w tym przypadku to dobrze. :)
Z resztą nie tylko Nicco odnalazł w Polsce swoje szczęście - do Grubego los także się uśmiechnął. Spotkanie Klaudii było - wydaje się - momentem przełomowym w życiu młodego Włocha.
Chciałabym móc napisać, że książka mnie urzekła, że Federico Moccia kolejny raz napisał powieść, która pochłonęła mnie bez reszty. Żałuję, ale było inaczej, a przedstawiona opowieść jest mi zupełnie... obojętna.


niedziela, 8 maja 2016

Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie, Federico Moccia

Nie, to nie pomyłka. Wiem, że jest już recenzja tej powieści na moim blogu. Ale to bardzo ważna dla mnie książka dlatego chcę do niej powrócić.
Nie raz pisałam, że uwielbiam Włochy i kiedyś na pewno tam polecę. Jeszcze nie jest na to czas w moim życiu, ale wciąż o nich marzę. I nawet nie myślę o otoczeniu i krajobrazie (chociaż ten nie jest mi obojętny). Przede wszystkim marzę o zatraceniu się we włoskiej kulturze, tym specyficznym klimacie, który tam jest naturalny. Mam wrażenie, że to zupełnie inna przestrzeń. Taka... lepsza, żywsza, dodająca energii i chęci do wszystkiego!
A ponieważ to piękne miejsce jeszcze pozostaje w sferze marzeń, pozostają mi moje ulubione książki. A "Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie" jest - dla mnie - arcydziełem. Na pewno nie literackim, ale jestem do niej mocno przywiązana. Polubiłam bohaterów, którzy są tak otwarci, tak pozytywni, tak... inni. Tak oni, jak cała historia, którą tworzą pozwala mi odetchnąć. Uspokoić się, ale nie w znaczeniu wyciszyć - uspokoić się i działać. I chociaż mam inne aspiracje niż ci ludzie to i tak czuję z nimi jakąś więź... (dobrze wiem, że to jedynie bohaterowie książki, nie myślcie, że zwariowałam ;-) ).
I do tego wszystkiego piosenka, tak ważna dla głównych bohaterów. She's The One. Robbie Williams. Mój ulubiony artysta. Chyba nic tu nie muszę dodawać.
W tej książce odnajduję wszystko, co dla mnie ważne.
Właśnie skończyłam ją czytać po raz piąty. Główną bohaterką wciąż jest osiemnastolatka (byłam w jej wieku, kiedy czytałam książkę po raz pierwszy), teraz coraz dalej od niej odskakuję. Ale to mi w niczym nie przeszkadza.
To... do następnego razu. :)

sobota, 16 kwietnia 2016

Real, Katy Evans

Zwróciłam na nią uwagę przez okładkę - przyznaję. Chwilę później przeczytałam opis i komentarze innych, którzy książkę przeczytali i wiedziałam, że jak tylko wejdę do księgarni, sięgnę po egzemplarz dla siebie. I co przeczytałam?
Brooke idzie ze swoją przyjaciółką, Melanie, obejrzeć walkę wielkiego Remingtona Tate'a. Melanie jest... otwarta, śmiała i krzyczy wraz z tłumem zagrzewając i kibicując Tajfunowi. Brooke gdy zobaczyła mężczyznę zrozumiała o co chodzi z tym uwielbieniem dla niego. I - jak to często bywa - Remy zauważa ją - cichą, wpatrzoną w niego, pośród tylu krzyczących dziewcząt - i już od tej pory staje się jasne, że jest jego (przynajmniej jest to oczywiste dla nas, czytelniczek ;-) ). 
Dalsze sceny są intensywne, bardzo emocjonalne... Zmysłowe. Erotyzm miesza się z bólem. Przez ból myślę o bólu wewnętrznym, który towarzyszy tak naprawdę obojgu bohaterom. Nie bez znaczenia są również sceny walki, które zwiększają tylko adrenalinę i emocje, na które skazany jest czytelnik. Bo nie wierzę, że można przeczytać książkę, pozostając przy tym obojętnym i niewzruszonym.
Czy przeczytam kolejną część? Myślę, że tak, chociaż mój entuzjazm do książki nie jest aż tak wielki jak u innych, których komentarze czytałam.

niedziela, 10 kwietnia 2016

Kto zabrał mój ser?, Spences Johnson

Kolega polecił mi tę książkę. Mówił, że na pewno nie będzie to stracony czas. I miał rację.
Chociaż raczej nie lubię poradników i sceptycznie do nich podchodzę, tak ten, być może przez swoją prostotę, dobrze na mnie podziałał.
Nie trzeba używać wielkich słów i zapisać setki stron, żeby napisać bestseller, czego dowodem jest książka Johnsona.
Nos i Pędziwiatr - myszy - oraz Bojek i Zastałek - miniaturowi ludzie - uosabiają cechy naszej osobowości. Jest też ser, który symbolizuje nasz życiowy cel oraz labirynt - miejsce, w którym szukamy naszego "sera". To, co w życiu jest pewne, to zmiany. Ważne jest jednak nasze zachowanie i umiejętność przystosowania się do nowej sytuacji. Bo nawet jeśli zdobędziemy nasz "ser", nie mamy pewności, że jest on nasz na zawsze...
Czyta się bardzo szybko i lekko. Myślę, że warto przeczytać, żeby się zapoznać. A potem warto do niej wracać, żeby pomóc sobie w rozwiązaniu problemu i przede wszystkim zrozumieniu sytuacji, w której się znaleźliśmy. Bo wartości ukazane w książce są absolutnie uniwersalne.

sobota, 2 kwietnia 2016

Telefon od anioła, Guillaume Musso

Nie jestem pewna czy potrafię słowami przekazać uczucia i emocje jakie towarzyszyły mi podczas czytania oraz po odłożeniu przeczytanej książki na półkę. Postaram się sprostać zadaniu:
Podziwiam Autora za pomysł - za stworzenie niesamowitej historii. Zamieszanie i chaos panujące na lotnisku spowodowało przypadkową zamianę telefonów. Prawdopodobnie w realnym życiu doszłoby do wymiany i na tym skończyłaby się cała - wówczas zwyczajna - historia. Guillaume Musso na całe szczęście nie jest tak zwyczajny. Wykreował Madeline, kiedyś policjantkę a dzisiaj paryską kwiaciarkę. Kobietę, która (w przeszłości) z powodu przegranej sprawy targnęła się na swoje życie... A Jonathan? To były mąż, były znakomity szef kuchni a obecnie ojciec Charliego. Oboje wiodą spokojne życia, w którym - jak u każdego - zdarzają się wzloty i upadki. Każde też ma przeszłość, o której nie potrafi zapomnieć.
Ciekawość bohaterów powoduje zajrzenie do życia drugiej osoby. Telefony skrywają pewne tajemnice, zakamarki przeszłości, które przez wścibskość tymczasowych właścicieli wychodzą na jaw... 
Ciąg wydarzeń spowodowanych przejęciem cudzego telefonu jest nieprawdopodobna. I ten wspólny fragment z przeszłości, który wznowił tak ważny trop... Urywam, ponieważ nie chcę zdradzić Wam szczegółów.
Podkreślę jeszcze raz: Telefon od anioła to rewelacyjna książka. Znakomite jest w niej wszystko, ale najważniejszy, najwybitniejszy jest Autor - Guillaume Musso - jesteś po prostu niesamowity !

sobota, 19 marca 2016

Cztery sekundy do stracenia, K.A. Tucker

WOW. Cztery sekundy do stracenia były naprawdę dobre. Fajny pomysł z przeplataniem rozdziałów - raz oczami Charlie, raz oczami Caina - pozwolił na lepsze poznanie obojga bohaterów. A warto było ich poznać.
Charlie to młoda dziewczyna, która została "wpakowana" w brudny świat, jakim jest handel narkotykami. Charlie nie jest jej prawdziwym imieniem (co ciekawe dopiero na koniec książki poznamy prawdziwą tożsamość dziewczyny), ale sytuacja w jakiej się znaleźli z ojczymem (Samem) zmusza do wyjazdu i zmiany tożsamości, ukrywania się i życia w strachu. Podejmuje pracę w lokalu ze striptizem, której szefem jest Cain.
A ten jest przystojnym młodym mężczyzną, który jest też dobrym człowiekiem (mimo przeszłości, nie potrafię myśleć o nim inaczej). Stara się pomagać swoim pracownicom, które właściwie zawsze mają jakiś problem. Cieszy się z ich sukcesów i zależy mu na usamodzielnieniu dziewczyn. Kiedy Charlie staje u progu jego drzwi... wracają pewne intymne wspomnienia z przeszłości, ale przede wszystkim - zmienia się przyszłość tej dwójki bohaterów.
Nie jest tajemnicą, że doszło do zbliżenia między Charlie i Cainem. Pierwsza wspólna scena miłosna przedstawiona w książce bardzo mi się podobała. Była długa, wyczerpująca i długo oczekiwana... Powiedziałabym, że lepsza niż w niejednej erotycznej książce.
W Czterech sekundach do stracenia wszystko mi się podobało. Dlatego też z czystym sumieniem ją Wam polecam.

sobota, 5 marca 2016

Zakochaj się we mnie, Alive Clayton, Jennifer DeLucy, Nicki Elson, Jessica McQuinn, Victoria Michaels, Alison Oburia

Zbiór typowo walentynkowych opowiadań a ja piszę o nim dopiero teraz. Ale... w końcu miłość to temat dobry na każdy dzień roku.
Tylko jedno opowiadanie mi się nie podobało. Po kolei:

Alice Clayton już znam i polubiłam, dlatego wiedziałam, że się nie zawiodę. Jej "Smak zmysłów" był bardzo przyjemny (choć przez moment bałam się, że nie będzie szczęśliwego zakończenia!).
Jennifer DeLucy - to właśnie Ona mnie rozczarowała. "Zdobyta przez wikinga" było dla mnie... głupie - przepraszam.
Nicki Elson, czyli "Nie obchodzę walentynek" - czasem nie warto być takim zawziętym, ale dobrze, jak wszystko kończy się po naszej myśli.
Jessica McQuinn w "Stać cię na więcej" przedstawiła męża idealnego. Takiego, o jakim każda z nas marzy...
Victoria Michaels opowiedziała o takiej standardowej miłości, która w końcu się ujawniła. "Powrót do domu" = powrót do ważnej miłości i w końcu jej spełnienia.
I ostatnia, Alison Oburia, czyli "Połączeni" - nie jestem urzeczona a myślałam, że będę nawet wzruszona. Może dlatego, że to opowiadanie a więc krótka forma, stąd za mało emocji, ale... spodziewałam się łez podczas czytania i żałuję, że się nie pojawiły.
Podsumowując, czytało się przyjemnie i bardzo szybko. Choć niestety bez większego zaangażowania.