WOW. Cztery sekundy do stracenia były naprawdę dobre. Fajny pomysł z przeplataniem rozdziałów - raz oczami Charlie, raz oczami Caina - pozwolił na lepsze poznanie obojga bohaterów. A warto było ich poznać.
Charlie to młoda dziewczyna, która została "wpakowana" w brudny świat, jakim jest handel narkotykami. Charlie nie jest jej prawdziwym imieniem (co ciekawe dopiero na koniec książki poznamy prawdziwą tożsamość dziewczyny), ale sytuacja w jakiej się znaleźli z ojczymem (Samem) zmusza do wyjazdu i zmiany tożsamości, ukrywania się i życia w strachu. Podejmuje pracę w lokalu ze striptizem, której szefem jest Cain.
A ten jest przystojnym młodym mężczyzną, który jest też dobrym człowiekiem (mimo przeszłości, nie potrafię myśleć o nim inaczej). Stara się pomagać swoim pracownicom, które właściwie zawsze mają jakiś problem. Cieszy się z ich sukcesów i zależy mu na usamodzielnieniu dziewczyn. Kiedy Charlie staje u progu jego drzwi... wracają pewne intymne wspomnienia z przeszłości, ale przede wszystkim - zmienia się przyszłość tej dwójki bohaterów.
Nie jest tajemnicą, że doszło do zbliżenia między Charlie i Cainem. Pierwsza wspólna scena miłosna przedstawiona w książce bardzo mi się podobała. Była długa, wyczerpująca i długo oczekiwana... Powiedziałabym, że lepsza niż w niejednej erotycznej książce.
W Czterech sekundach do stracenia wszystko mi się podobało. Dlatego też z czystym sumieniem ją Wam polecam.
Zbiór typowo walentynkowych opowiadań a ja piszę o nim dopiero teraz. Ale... w końcu miłość to temat dobry na każdy dzień roku.
Tylko jedno opowiadanie mi się nie podobało. Po kolei:
Alice Clayton już znam i polubiłam, dlatego wiedziałam, że się nie zawiodę. Jej "Smak zmysłów" był bardzo przyjemny (choć przez moment bałam się, że nie będzie szczęśliwego zakończenia!).
Jennifer DeLucy - to właśnie Ona mnie rozczarowała. "Zdobyta przez wikinga" było dla mnie... głupie - przepraszam.
Nicki Elson, czyli "Nie obchodzę walentynek" - czasem nie warto być takim zawziętym, ale dobrze, jak wszystko kończy się po naszej myśli.
Jessica McQuinn w "Stać cię na więcej" przedstawiła męża idealnego. Takiego, o jakim każda z nas marzy...
Victoria Michaels opowiedziała o takiej standardowej miłości, która w końcu się ujawniła. "Powrót do domu" = powrót do ważnej miłości i w końcu jej spełnienia.
I ostatnia, Alison Oburia, czyli "Połączeni" - nie jestem urzeczona a myślałam, że będę nawet wzruszona. Może dlatego, że to opowiadanie a więc krótka forma, stąd za mało emocji, ale... spodziewałam się łez podczas czytania i żałuję, że się nie pojawiły.
Podsumowując, czytało się przyjemnie i bardzo szybko. Choć niestety bez większego zaangażowania.